Profesor Grzegorz Kucharczyk o antypolonizmie Republiki Weimarskiej

W czasach kiedy instrumentem niemieckiego imperializmu jest Unia Europejska, Polska jest realnie poddawaną wyzyskowi kolonią UE, a władze administrujące Polską realizują niemieckie interesy kosztem Polaków, historia wielowiekowego niemieckiego antypolonizmu jest tematem tabu.

Jan Bodakowski
Profesor Grzegorz Kucharczyk o antypolonizmie Republiki Weimarskiej

W czasach kiedy instrumentem niemieckiego imperializmu jest Unia Europejska, Polska jest realnie poddawaną wyzyskowi kolonią UE, a władze administrujące Polską realizują niemieckie interesy kosztem Polaków, historia wielowiekowego niemieckiego antypolonizmu jest tematem tabu.

Tę pro niemiecką zmowę milczenia przełamuje w swoich pracach naukowych profesor Grzegorz Kucharczyk. Jedną z takich doskonałych, przystępnie napisanych, pełnych niezwykle ważnych i niestety aktualnych informacji jest wydana przez wydawnictwo Bellona 376-stronicowa praca „Histeria i pogarda. Antypolonizm w Republice Weimarskiej”.

W swej pracy profesor Grzegorz Kucharczyk opisał: konsekwencje I wojny światowej dla kształtowania się antypolonizmu w Niemczech, antypolską propagandę republiki Weimarskiej, antypolską działalność mniejszości niemieckiej w II RP, współpracę demokratycznych Niemiec z komunistyczną Rosją, antypolonizm niemieckich partii politycznych i organizacji pozarządowych, antypolonizm w niemieckiej edukacji i nauce, antypolskie stereotypy wśród Niemców, antypolską politykę niemieckich nazistów.

Praca profesora Kucharczyka jest lekturą obowiązkową, nie tylko dla miłośników historii, ale przede wszystkim dla tych, którzy chcą zrozumieć dzisiejszą politykę, niezmienność niemieckiej pogardy dla Polski i Polaków, obrzydliwość realizacji niemieckich interesów kosztem polaków przez polskojęzyczne pseudo elity.

Zdaniem wydawcy pracy antypolonizm popchnął „w latach 1918–1933 niemieckich polityków wszystkich opcji do szukania współpracy z totalitarnym państwem bolszewickim (sowieckim), aby wspólnie »wykończyć Polskę«. Nie tylko uwiarygadniano w ten sposób ludobójczy reżim, ale i przyzwyczajano niemiecką opinię publiczną do tego, że totalitaryzm może i ma na koncie jakieś zbrodnie, ale w końcu nie jest taki zły, skoro pomoże usunąć raz na zawsze „polską przeszkodę”. W tym sensie można powiedzieć, że drogę Hitlera do władzy przygotowywali demokratyczni politycy niemieccy, układając się z bolszewickimi zbrodniarzami w Rapallo (1922) i w Berlinie (1926). Tak się składa, że po stronie niemieckiej byli to szefowie dyplomacji wywodzący się z liberalnych ugrupowań (Walther Rathenau oraz Gustav Stresemann), a jeden z nich (Stresemann) został nawet laureatem pokojowej Nagrody Nobla”.

Jan Bodakowski